A może srebro?

A może złoto? Lub jakiś inny materiał, który można wziąć do ręki, oglądnąć, poczuć jego kształt i wagę, a przy okazji mieć nadzieję na wzrost jego wartości.

W czasie spadków na giełdach w pierwszym kwartale tego roku, część inwestorów „odkryła”, że pieniądze można inwestować nie tylko w papierach wartościowych. Okazało się, że oprócz akcji, obligacji czy jednostek uczestnictwa lub certyfikatów są dobra, których wcześniej nie brali pod uwagę. To znaczy, każdy z nas wiedział, że na rynku można kupić złote sztabki lub monety, podobnie sytuacja przedstawiała się w przypadku srebra. Jednak tym produktom zdecydowana większość osób nie poświęcała przesadnej uwagi, traktując je jako pewną formę inwestycji alternatywnych. Zapewne nie pomagał fakt, że np. na metale szlachetne można zbudować sobie ekspozycję poprzez instrumenty finansowe. Na rynku dostępne są otwarte fundusze inwestycyjne, które umożliwiają zarabianie na rynku złota, można skorzystać też z funduszy ETF na wybrane metale. Zatem po co zawracać sobie głowę fizyczną formą inwestycji, którą trzeba gdzieś przechowywać i która w dodatku może być narażona na kradzież (lub ryzyko zapomnienia w której części ogródka zakopaliśmy naszą inwestycję).

I nagle okazuje się, że złota i srebra w formie fizycznej (poprzez monety bulionowe) nie można kupić od ręki. Raz dlatego, że korona wirus spowodował ograniczenia w pracy mennic bijących te monety, dwa –ponieważ popyt na tę formę inwestycji drastycznie się zwiększył. I to nie tylko w naszym kraju. Wygląda na to, że inwestorzy uświadomili sobie iż podczas załamania cen na giełdzie, a zatem spadku cen papierów wartościowych, warto byłoby mieć przynajmniej część środków ulokowanych w formie, nie papieru ale namacalnego dobra. Czyli na własnej skórze doświadczyli, że dywersyfikacja to pojęcie wykraczające poza karty książek o inwestowaniu. Przy okazji w sieci pojawiło się sporo filmików, artykułów i analiz, które podkreślały sensowność dołożenia metali szlachetnych do portfela. Z tym, że część autorów przekonywała do metali w formie fizycznej, część podkreślała wyższość np. funduszy ETF mających pokrycie w metalu.

Osobiście trafił do mnie argument jednego z autorów, który na swoim kanale prezentował srebrne monety. Argument, którego nijak nie można użyć w stosunku do akcji, obligacji, kontraktów  czy funduszy jakie mamy w naszych portfelach inwestycyjnych.  Ów youtuber stwierdził, że te srebrne monety oprócz tego, że mają spory potencjał do wzrostu ich wartości są po prostu … ładne:)

I wprawdzie to sformułowanie może wywołać uśmiech na twarzy, ale zawiera ważny element, który nie występuje przy niematerialnej formie inwestycji. Posiadając akcje, jednostki uczestnictwa funduszy itp. interesuje nas zmiana ceny. Zwłaszcza zmiana w górę. Posiadając inwestycję w formie materialnej, która w dodatku cieszy oko nie będziemy mieli pokusy do szybkiej sprzedaży, nawet kiedy przejściowo jej cena spadnie poniżej ceny zakupu. Ponieważ bieżąca wartość nie będzie jedynym czynnikiem jaki weźmiemy pod uwagę.