Argumentum ad ignorantiam

Ten łaciński tytuł to nazwa argumentu odwołującego się do ignorancji. Zjawisko to występuje wówczas, gdy stwierdzamy, że coś jest prawdą (lub fałszem), ponieważ nie jesteśmy w stanie podać przeciwstawnej argumentacji. Nie znamy prawdy, zatem zakładamy, że każde wyjaśnienie będzie dobre. Takiemu mistycznemu myśleniu łatwo się poddać kiedy zestawimy to co wiemy na pewno, z ogromem wiedzy, której zapewne nigdy nie będziemy w stanie zgłębić. Skoro nie można zaprzeczyć czemuś czego się nie wie, to błąd argumentum ad ignorantiam pozwala nam myśleć, że coś jest możliwe, bo nie potrafimy udowodnić, że tak nie jest. Brak dowodu nie jest ani potwierdzeniem, ani zaprzeczeniem. Trochę to pokręcone, prawda?

Muszę wstrzymać się z zakupem akcji, bo będzie krach. Skąd wiesz? Brak odpowiedzi. Kiedy to zdanie wygłasza osoba, która zajmuje się zawodowo rynkiem akcji, np. analityk, to z pewnością znajdzie sporo argumentów, które uzasadnią tę opinię. Jednak tego typu kategoryczne wypowiedzi padają najczęściej z ust osób, które nie są specjalistami w danej dziedzinie, a jedynie powtarzają zasłyszane opinie. I tym chętniej przyjmują taki punkt widzenia za swój im bardziej te tezy są emocjonalne. Krach, sam w sobie ma duży ładunek emocjonalny i to o zabarwieniu negatywnym. No, dobrze – nawet czarnym. Co innego korekta. Samo słowo niesie dużo łagodniejsze przesłanie. Tylko, że różnice pomiędzy jednym a drugim dostrzegają zawodowcy. Dla przeciętnej osoby, która chce zarobić tylko trochę więcej niż na lokacie czy obligacjach, jedno i drugie słowo kojarzy się wyłącznie ze stratą. Skąd wiesz, że będzie krach? Ogrom danych, z których możesz skorzystać, aby udowodnić to twierdzenie, jest imponujący. Co z tego, skoro pewnie i tak nie potrafiłbyś ich zinterpretować. Oczywiście wcześniej jeszcze musiałbyś wyłuskać te, które istotne. Dla laika to nieosiągalne.

A  może wygłaszanie tak zdecydowanych twierdzeń wcale nie musi być skutkiem błędu argumentum ad ignorantam? Może chodzi o coś innego? Odkładam decyzję o rozpoczęciu oszczędzania/ inwestowania na później, bo teraz jest nienajlepszy okres. Aha, prokrastynacja! Niekoniecznie. Tak naprawdę najczęściej chodzi o to: wolę skonsumować zarobione pieniądze dzisiaj i dzisiaj mieć z tego konkretne korzyści/przyjemności, niż te nieokreślone w przyszłości.