Do czego służy mikrofalówka?

Szykujesz sobie obiad. Pieczone ziemniaki, jakieś mięso i aby podkreślić aspekt zdrowotny posiłku, gotowane brokuły. Siadasz przy stole, bierzesz do ręki widelec, gdy nagle dzwoni telefon. Spoglądasz na ekran i widzisz, że to jeden z tych numerów które trzeba odebrać od razu. Odbierasz, rozmawiasz i po chwili już wiesz że ciepły posiłek właśnie szlag trafił. Po kilkunastu minutach, kiedy rozmowa jest już zakończona ze smutkiem konstatujesz, że twój obiad stał się daniem na zimno. A to nie smakuje już tak samo. I w takiej chwili z pomocą przychodzi ci jedno z osiągnięć cywilizacji XX wieku jakim jest kuchenka mikrofalowa. Cóż, to nie do końca to samo co świeżo przygotowane danie, ale przynajmniej masz szansę zjeść coś ciepłego. Bo nawet dziecko wie do czego używa się urządzenia zwanego kuchenką mikrofalową. Podobnie, nawet dziecko wie do czego służy lodówka czy piekarnik. I raczej małe są szanse iż taki mały człowiek pomyli te dwa urządzenia. Raczej nie wpadnie na to żeby podgrzać sobie zupę w lodówce. Dzieci szybko uczą się do czego służą sprzęty tego typu. A dorośli?

Z dorosłymi bywa różnie. Dorośli potrafią zakupić jakiś towar pod wpływem chwili, impulsu, pragnienia, a później dziwią się, że nie działa on zgodnie z ich oczekiwaniami. A może po prostu to urządzenie działa zgodnie z przeznaczeniem, tylko nie doczytaliśmy instrukcji? Być może przy zakupie nie chciało nam się zgłębić zagadnienia (bo to jednak wymaga pewnego wysiłku) i oparliśmy się na hasłach reklamowych zamieszczonych w ulotce? Pal licho jeżeli towar nie był zbyt drogi. Można go zwrócić lub zaakceptować jego prawdziwą funkcjonalność. Gorzej jeżeli klient nabył produkt, o którym tak naprawdę mało wiedział, a zakupu dokonał pod wpływem kolegi, znajomego lub sugestywnej reklamy. Do kogo wtedy kierować pretensje?  

Podobne sytuacje mają miejsce na rynku kapitałowym. Tylko tu produkty potrafią być bardziej skomplikowane, a zatem potrzeba większego zaangażowania aby świadomie kupić produkt, który spełni oczekiwania klienta. Drugi ważny aspekt to fakt, iż kwoty które klient wydaje/inwestuje, z reguły przekraczają te potrzebne na zakup mikrofalówki czy lodówki. I co dzieje się kiedy produkt nie spełnia swoich oczekiwań? Najłatwiej poszukać „winnego” i w jego stronę skierować strumień słów nie zawsze możliwych do powtórzenia. Oczywiście „winnym” jest zawsze ktoś inny niż nabywca „złego” rozwiązania czy towaru. A dlaczego produkt finansowy może nie spełniać oczekiwań?

  1. Bo miał być z gwarancją a nie jest
  2. Bo pobrano mi opłatę, a miało jej nie być
  3. Bo procent jest niski, a miał być wyższy
  4. Bo miał być na pół roku, a jest bezterminowy (lub odwrotnie)
  5. Itd., itp…

Takich zastrzeżeń może być bez liku. Niestety, jeżeli inwestujesz pieniądze, lekkomyślnym działaniem jest opierać się tylko na hasłach reklamowych. Warto zasięgnąć opinii specjalisty (niekoniecznie szwagra, który jest stolarzem, lekarzem czy osobą reprezentującą inny równie odległy od świata finansów zawód) lub zagłębić się w szczegóły, zwłaszcza te dotyczące ryzyk związanych z daną inwestycją. Nawet jeżeli na pierwszy rzut oka wydaje się, że ich nie ma. Przy inwestowaniu zawsze jakieś są. Natomiast jeżeli odpuścisz sobie ten etap, nie miej pretensji do osób z zewnątrz. Nikt nie zadba o twoje pieniądze lepiej niż ty sam.

Fundusz w który zainwestowałem stracił 24% w ciągu ostatnich 4 miesięcy! – podniesionym głosem mówi klient – To nieudolny zarządzający! – złości się. Co ciekawe złości się nawet w przypadku kiedy jest to fundusz pasywny, czyli taki odwzorowujący benchmark. Czyli tak naprawdę złości się nie na zarządzającego, a na …np. indeks giełdowy! Nasuwa się pytanie: czy rzeczywiście wiedział co kupuje?